Tauron rozpoczął budowę farmy fotowoltaicznej

Tauron rozpoczął budowę farmy fotowoltaicznej na terenie dawnej elektrowni w Jaworznie

Na należącym do grupy energetycznej Tauron terenie dawnej Elektrowni Jaworzno I rozpoczęła się budowa farmy fotowoltaicznej o mocy 5 megawatów – podała w poniedziałek Grupa, która docelowo – w ramach programu Tauron PV – ma uruchomić na swoich terenach podobne instalacje o łącznej mocy ponad 100 MW.

Projekt w Jaworznie jest pierwszym tego typu, realizowanym na terenach poprzemysłowych. Instalację dofinansowuje Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, który udzielił spółce Tauron Wytwarzanie preferencyjnej pożyczki, z możliwością umorzenia nawet 3 mln zł, które spółka będzie mogła wykorzystać na kolejną proekologiczną inwestycję.


zródło:wnp.pl

Tauron oczekuje wzrostu liczby przyłączy mikroinstalacji OZE

Tauron oczekuje wzrostu liczby przyłączy mikroinstalacji OZE

Tauron spodziewa się wzrostu tempa przyłączeń mikroinstalacji OZE. Przełoży się to także – zdaniem spółki – na wzrost wydatków na modernizację sieci dystrybucyjnej – czytamy w BiznesAlert.pl.

Wiceprezes Grupy Tauron Marek Wadowski powiedział na konferencji wynikowej, że spółka nie spodziewa się zmian z tytułu koniunktury w zakresie wzrostu liczby przyłączy mikroinstalacji. – Wręcz przeciwnie, widzimy, że okres pogarszającej się koniunktury, czy też nakładającej się na to zjawisko pandemii, nie wpłynął na spowolnienie przyłączeń mikroinstalacji OZE. Spodziewamy się raczej większej liczby przyłączeń. Staramy się tak kształtować nasze wydatki inwestycyjne, żeby to było możliwe, dlatego nie widzimy konieczności zmian – dopowiedział Wadowski odpowiadając na pytanie BiznesAlert.pl.
Podkreślił, że wzrost liczby przyłączeń OZE będzie oznaczał zwiększenie wydatków na modernizację sieci dystrybucyjnej. Przyznał, że mikroinstalacje będą hamowały wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną albo będą się przyczyniały do jego spadku. W pierwszej połowie 2020 roku Tauron przyłączył 34,6 tys. mikroinstalacji o łącznej mocy 235 MW.
CIRE.pl

Opłata mocowa. Duża podwyżka cen prądu w 2021r.

Opłata mocowa. Duża podwyżka cen prądu. Zobacz o ile więcej zapłacisz od stycznia

Opłata mocowa od początku 2021 r. będzie nową pozycją w rachunku za energię elektryczną. Wraz z coroczną podwyżką taryf (druga połowa grudnia), podniesie sumę comiesięcznych rachunków. Dla większości gospodarstw domowych będzie to ponad 10 zł miesięcznie. To jak 13. w roku rachunek za prąd.

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki ogłosił wysokość opłaty mocowej w ostatnim przewidzianym prawem terminie. Trudno się dziwić, że tak długo zwlekał. Nie jest to dobra informacja dla Polaków w dobie kryzysu.

Jak poinformował URE, w przypadku gospodarstw domowych będzie to stawka miesięczna, zależna od rocznego zużycia energii elektrycznej, płatna za punkt poboru energii. Poziom opłaty mocowej wyniesie:

dla zużycia poniżej 500 kWh energii elektrycznej – 1,87 zł;
dla zużycia od 500 kWh do 1200 kWh energii elektrycznej – 4,48 zł;
dla zużycia powyżej 1200 kWh do 2800 kWh energii elektrycznej – 7,47 zł;
dla zużycia powyżej 2800 kWh energii elektrycznej – 10,46 zł.
Dla pozostałych grup odbiorców w przyszłym roku opłata ta uzależniona będzie od ilości energii elektrycznej pobranej z sieci w wybranych godzinach w ciągu doby (w dni robocze od 7.00 do 21.00) i wyniesie 0,0762 zł/kWh
.

Biorąc pod uwagę, że średnie zużycie prądu 4-osobowej rodziny wynosi w Polsce 2600-5500 kWh rocznie, dla zdecydowanej większości z nas, rachunek za prąd w każdym miesiącu automatycznie pójdzie w górę o 10,46 zł.

Według danych porównywarki Optimalenergy.pl, żyjący samotnie mogą rocznie zmieścić się w zużyciu ok. 800 kWh, by jednak zużywać mniej niż 500 kWh, trzeba już mocno oszczędzać. Dwuosobowe gospodarstwo średnio zużywa w okolicach 2000 kWh. Zatem single doliczyć powinni do przyszłorocznego rachunku 4,48 zł, a pary 7,47 zł.

Według danych GUS w 2019 r. 24,2 proc. Polaków żyła w jednoosobowych gospodarstw domowych, a w dwuosobowych 26,1 proc.

Po co ta opłata?
Za sprawą opłaty mocowej każdy z nas składać się będzie na rynek mocy. Czym on jest? Dlaczego mamy płacić – jak nazywają to krytycy rozwiązania – ukryty podatek od nieprodukowanego prądu?

W założeniu ma być to mechanizm, zapewniający bezpieczeństwo dostaw energii. W uproszczeniu chodzi po prostu o to, by nie doszło do sytuacji, że zabraknie nam energii. Dlatego z tych pieniędzy producenci mają być opłacani za gotowość dostaw, by w systemie były wystarczające zasoby mocy. Dlaczego to tak istotne?
Są elektrownie, które pracują za krótko, po kilkanaście-kilkadziesiąt godzin rocznie, i nie mogą pokryć swoich kosztów na rynku. Muszą być czynne w przypadku awarii elektrowni wiatrowych czy wodnych, ale ceny hurtowe są dla nich za niskie, a takie zastępcze elektrownie też muszą się jakoś odnaleźć w systemie – powiedział w programie „Money. To się liczy” Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Jak dodaje, bez nich nasz system by się załamał. To właśnie bezpieczeństwo kosztuje około 5 mld zł rocznie.

Kroplówka dla przestarzałej energetyki
Pula 5 mld zł nie będzie jednak do podziału dla wszystkich uczestników rynku energii. Najlepsze oferty na tę gotowość są wyłaniane w drodze aukcji. Co istotne, wartość opłaty mocowej w naszych rachunkach nie jest efektem widzimisię prezesa URE.

Zgodnie z ustawą o rynku mocy, URE wyznacza stawki opłaty mocowej w oparciu o wskazane koszty. A te na 2021 r. to w zależności od dotychczasowych szacunków od 5 do 5,5 mld złotych.

Nie zmienia to jednak faktu, że w swojej istocie, opłata mocowa, jest swoistą finansową kroplówką, którą podłącza się elektrowniom węglowym, których nie stać na razie na zastąpienie tego paliwa innym, z którego mogłyby prąd wytwarzać. Pytanie tylko, czy musimy za to płacić i czy nie jest to ukryty podatek, bo najwięksi gracze na rynku to spółki Skarbu Państwa.

  • W tej chwili jest to niezbędne. Natomiast ważne jest, żeby te pieniądze były dobrze zainwestowane, by nie konserwować tego układu za długo, ale żeby to robić tylko w takim zakresie, który jest niezbędny. Upraszczając, by nie wydawać tych pieniędzy na budowanie w elektrowniach bloków, które nie będą miały szans na utrzymanie się na rynku – mówi Rafał Zasuń.

Najdroższy prądu w UE
Oczywiście trudno sobie wyobrazić, byśmy jeszcze inwestowali w bloki węglowe, ale równie mało perspektywiczne zdaniem eksperta byłoby budowanie bloków gazowych, które produkowałyby tylko prąd.

  • Nie wierzę żeby one miały szansę na funkcjonowanie w realiach rynkowych. Bardziej efektywne i przyszłościowe są bloki, które wytwarzać będą również ciepło. Zatem mam nadzieję, że te pieniądze z naszych rachunków przyczynią się do budowania gazowych elektrociepłowni – mówi Zasuń.

Firmy zyskują zatem trochę czasu na dostosowanie się do warunków rynkowych, które za sprawą rosnących opłat za emisję CO2 sprawiają, że wykorzystywanie węgla do produkcji energii z ekonomicznego punktu widzenia jest po prostu nieopłacalne.

Najlepszym dowodem na to są wysokie hurtowe ceny energii w Polsce. Nasz prąd jest najdroższy w UE już 7 miesięcy z rzędu. Tak drogo może być przez 15 lat, bo na pozycję lidera drożyzny ciężko pracowały kolejne rządy. Broniąc pozycji węgla, bojąc się górników i zielonej energii.
W zeszłym roku nasz prąd w 74 proc. powstawał z węgla (średnia UE 34 proc.). W Niemczech z węgla produkowano w 2019 r. 9,4 proc. energii. Szwecja, Austria i Belgia w ogóle nie mają węgla w miksie energetycznym. Taki krok zapowiada Francja (2022 r.), Słowacja (2023 r), Portugalia (2023 r). Nasz rząd utrzymuje, że z energetyki węglowej zrezygnuje do 2060 r.

Europa porzuca węgiel, bo jest brudny, drogi i bardzo wysokie są koszty jego spalania. Opłata za emisję CO2 wystrzeliła w górę do 25 euro za tonę. 4 lata temu było to 5 euro, a według szacunków do 2030 r. wzrosną nawet do 60 euro.
źródło” money.pl